Nowe rozdziały

Zestawienie nowych rozdziałów do dnia 28 kwietnia 2013 roku!
Miłego czytania! ;) 


SasuSaku IV

Jesteś - a więc musisz minąć.
Miniesz - a więc to jest piękne. 
Chciałabym w to wierzyć. Jednak dlaczego Sasuke zabrałeś kiedyś tak dużą cząstkę mnie, że jeśli miniesz ty, minę i ja?
Jestem tchórzem. Wielkim tchórzem, który boi się spojrzeć rzeczywistości w oczy i powiedzieć: to ja mam nad tobą władzę, a nie ty nade mną. Ulegam wpływom ludzi i często daję się nabrać na rzeczy oczywiste, będąc zbyt łatwowierną. Nic z tym jednak nie zrobię, ty również. Nieodłączna partia mojej osobowości może ulec tylko małym zmianom. Z charakterem człowiek się rodzi. W późniejszych etapach swojego życia, potrafię go niestety jedynie w małym stopniu modelować.
Gdy moje nogi wkroczyły na inny teren, zdjęłam buty i wzięłam je w rękę, aby poczuć pod stopami nagrzany piasek, który nie zdążył się jeszcze oziębić, po tym niespodziewanym zniknięciu słońca. A powinno ono jeszcze kilka godzin nieustannie gościć na niebie. Westchnęłam, widząc jego sylwetkę w oddali. Siedział na ziemi, zapatrzony w morze, zdając sobie zapewne sprawę z mojej obecności. Ignorując ścisk w żołądku i przyspieszone bicie serca, nieprzerwanie kroczyłam przed siebie, grając „Odważną Sakurę”.
Może to prawda, że za często gram? Staram się wyglądać jak ktoś, kim nie jestem? Lecz czy bez tego potrafiłabym się odnaleźć, a moi znajomi nadal byliby przy mnie? Pytania bez odpowiedzi, czy to już nie robi się nużące?



Rozdział V

Itami leżała nieruchomo, cały czas będąc w szoku. W głowie jej szumiała, a całe pomieszczenie zdawało się wirować. Co ona wyprawiała?! Czuła na swoich wargach przyjemne ciepło. Delikatne muśnięcia, miękkich ust chłopaka sprawiały, że całe jej ciało przeszywał dreszcz. 
Mimowolnie zaczęła oddawać pocałunki. Wyraźnie dostrzegła to, że brunet uśmiechnął się szeroko, nie przestając jednak pieścić ją swoim językiem. Nagle wydało jej się to takie miłe i przyjemne. Zadrżała lekko, czując, jak chłopak wplata swoje dłonie w jej włosy. Po chwili, zaczął przesuwać je niżej, śmiało dotykając jej ciała. 
Odruchowo, uniosła swoje ręce, kładąc je na jego twarzy. Zamiast go odepchnąć, przyciągnęła jeszcze bliżej siebie. Jakaś jej cząstka powtarzała, że źle robi, że powinna szybko stamtąd uciekać. Pokusa jednak była zbyt silna. Tak bardzo pragnęła czyjegoś dotyku. Chciała znów poczuć, że nie jest sama, że ktoś jest tu, blisko. 



Rozdział XXXIV

- Czego się gapisz Łasica ! – mój rozum przeanalizował wszystko co powiedziałam i zakryłam natychmiast usta – To znaczy …. To ty Itachi sama … Ale … błagam nie zabijaj mnie … 
Upadłam z twarzą ku ziemi by zasłonić zgrzytanie zębami i wściekły wyraz twarzy. Jak miałam być wystraszona gdy na chwilę obecną byłam wściekła na nich za te oszustwo ?
- Czego tu szukasz ? – rzekł jak zwykle ozięble
- Ja … ja tylko wracałam do domu … Zostałam porwana … ale udało mi się prawie zajść do domu … Proszę pozwólcie mi do niego wrócić, obiecuję nikomu nie wygadać ze cię tu widziałam – rzekłam szybko gdyż miał wymierzoną broń w moją stronę. Szukałam spanikowana Kisame, gdy nagle pojawiło się wybawienie.
- Itachi gdzie ty … – ale zamilkł gdy mnie zobaczył
- Co to za jedna ?
***
- Panowie …. zapraszam do środka. 
Spojrzałam na nich, gdyż sama nie miałam zamiaru wchodzić. Gdy oni oni byli w środku ja zostałam pociągnięta za kimono na ubocze.
- Sachi chan, wreszcie się doczekałem twej obecności.
Spojrzałam w zdziwieniu na postać stojącą prze de mną. Z początku była mi zupełnie obca. Każdy włos, zarys twarzy … nawet ubiór … Ale chwila, ten osobnik ma znak klanu …



Wycieczka cz.1

- Przeprosiłem cię już. - zauważył nieco mocniejszym głosem.
- Mogę juz ci sie rzucić w ramiona? - zironizowała.
- Konan...
- Co?! - niemal krzyknęła.
Spojrzała na niego ze łzami w oczach. 
- Zachowałem się jak dupek...
- Jak ostatni skurwysyn - sprostowała po swojemu, patrząc na niego.
- Wiem. Po winieniem cię wspierać, a ja jeszcze więcej od ciebie wymagałem...
- Chciałeś niemożliwego. - kolejny raz mu przerwała. 
- Wszystko sobie przemyślałem. I pomimo wszystko nadal chce z tobą być i naprawdę przepraszam cię za moje słowa. - złapał dziewczynę za rękę.
- Dlaczego?
- Kurde, kocham cię dziewczyno. - uśmiechnął się.



Brak Funduszy

- Kiedyś to słońce będzie cały dzień na niebie. - mruknął jakby do siebie.
Usłyszała go. To samo zdanie powtarzał Yahiko. On pokładał największe nadzieje w swoim planie.
- Kiedy? - zapytała jakby od niechcenia.
Spojrzała na niego. Czuł to spojrzenie, ale nie odwrócił sie. Nie chciał mieć z nią kontaktu wzrokowego. Sam nie wiedział kiedy i czy w ogóle zrealizują swoje marzenie. Było ono dalekie i powstało jak byli mali. Często zastanawiał się czemu nie dorośli i nie spojrzeli prawdzie w oczy.
- Konan... - nie dokończył. Uświadomił sobie, że to co powie i tak nie miało by sensu. Zresztą tak jak wszytko do tej pory. Wolałby czasem, żeby za miast niego był tu Yahiko. On zawsze miał idealny pomysł.
- Mam już dość tej niepewności, Nagato. - powiedziała tym razem stanowczym głosem.
Mężczyzna odwrócił się do niej i zmierzył ją wrogim spojrzeniem. Nienawidził kiedy tak się do niego odnosiła. Dobrze wiedziała, że od śmierci ich przyjaciela stał sie nerwowy. Wszystkie swoje negatywne emocje zamienia w złość. Jej pomimo to, często zdarzało się takie potkniecie. Krzyknęła, skarciła, albo odburknęła do niego. Nigdy nic jej za to nie zrobił. Nie potrafił by jej skrzywdzić. Zawsze jedynie patrzył na nią morderczym wzrokiem, ale nic poza tym.
- Co mam zrobić? - podniósł głos, ale nie krzyknął.
- Nie wiem, nie wiem...
- Zdaj sobie sprawę z tego, że nie jestem Yahiko. - syknął i z powrotem odwrócił się w stronę słońca.



Rozdział VI Miło mi

- Po długiej i męczącej drodze w końcu udało nam się dotrzeć. Jestem i służę pomocą! – to w nim lubiłem, zawsze chętny do pomocy. Znaczy.. nie zawsze, od czasu kiedy się zmienił, zaprzyjaźniając się z Uzumaki’m.
- Po krótce wytłumaczę ci o co chodzi.
- Nie trzeba, twój pies tropiciel o wszystkim mnie już powiadomił. – czyli odwalił dla mnie kawał porządnej roboty, muszę mu podziękować.
- Masz może jakieś pomysły co możemy zrobić w takiej sytuacji? – spytałem z nadzieją w głosie. Rozejrzał się wokoło. Kiedy wiedział, że na pewno nikt nas nie usłyszy odezwał się.
- Owszem, mam pewien plan…



Rozdział VIII Głęboko ukryte cierpienie.

- Puśćcie mnie! – w chwili, gdy świeże powietrze uderzyło do głowy Uzumakiego, zdawał się jakby całkowicie zapomnieć o bólu, jaki przysporzył mu cios w klatkę piersiową. Wyrwał się od kumpli i stanął przodem do budynku, z którego właśnie został wyprowadzony jak największa ofiara bitwy. Teraz już nie obchodziło go ani trochę własne bezpieczeństwo. Spojrzał gniewnie w okna mieszkań, ale tak naprawdę, to w środku czuł się wciąż bezsilny, nawet bardziej niż na początku. Poczuł czyjąś dłoń, która zacisnęła się na jego ramieniu, ale nie obrócił się w stronę tej osoby.
- Naruto, Sakura martwi się o ciebie równie bardzo, co ty o nią. Nie dawaj jej kolejnych powodów do tego. – Neji nie mógł dokładnie wiedzieć, w jakim stanie on się teraz znajdował, dlatego właśnie nie wahał się próbować go uspokoić.
- Ten zasraniec odebrał mi ją… tak po prostu, nawet się nie musiał wysilać! Obiecałem jej, że nie dopuszczę już nigdy do takich sytuacji! – zacisnął z wściekłością pięści, aż pobielały mu knykcie. – Wykorzystują ją przez moją słabość! – wypowiadając te słowa, rozładował całą kumulującą się w nim złość na ścianie przed sobą. Na ziemię opadła duża ilość tynku i odłamków cegły, którą rozkruszył nieco przez to uderzenie. Odciągnął swoją rękę i powoli rozprostował pokaleczone palce. Żadnej zmiany. – stwierdził w myślach, gdy ból i poczucie winy w środku ani trochę go nie opuściło.



Rozdział VII

Przed nią - skuloną w lekko garbatej postawie stał Itachi. Chudszy niż sobie wyobrażała, niż wnioskowała po zdjęciu i danych sprzed kilku lat. Wciąż tak samo wysoki, może jeszcze wyższy. Z może zbyt wyraźnymi aż rysami twarzy, które podkreślały zapadnięte oczy na tle zszarzałej cery. Mimo wyraźnych dowodów czynników, które nie działały korzystnie dla jego urody, pozostawało w nim coś niezwykłego, z czym nie warto było się kłócić. Była to swego rodzaju duma, której wręcz nie dało się mu odmówić. Dodawała blasku i wzbudzanego szacunku, zupełnie jakby był stworzony do bycia podziwianym.
Pewnej zmiany Sakura nie miała prawa dojrzeć, bo przecież nigdy nie poznała Itachiego. Na sobie nie miał już długiego płaszcza właściwego członkom Akatsuki. Zwyczajna koszulka w granatowym kolorze i czarne spodnie zastąpiły już dość dawno uniform organizacji.



Rozdział II

Byłam na Hawajach, słońce grzało. Wyszłam właśnie z morza i wypiłam drinka. Położyłam się na leżaku i… coś szarpało mną niemiłosiernie. Otworzyłam oczy, od razu je przecierając. To był tylko sen… Nade mną widniała sylwetka blondyna.
- Co się stało? – spytałam głupkowato.
- Wstawaj. Sasuke już tu jest. – ucieszył się. Ale jak to? Już? Podniosłam się z trudem i usiadłam po turecku. Wzrok skierowałam ku górze. Włosy jak heban, czarne, duże oczy, groźny wyraz twarzy i smukła, wysportowana sylwetka. Sasuke…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz