Nowe rozdziały

Zestawienie nowych rozdziałów z dnia 3 marca 2013 roku. Enjoy!

Rozdział XIII Pan, chyba nie zdaje sobie z czegoś sprawy

- Co ? - Zapytał przechylając lekko głowę w bok. 
- Ty bezczelny zjebie ! - Krzyknął, zrzucił szkolną torbę. Schylił się, złapał chłopaka za nogi i przerzucił go przez swoje ramię. Zaśmiał się cicho i kpiąco, gdy usłyszał zaskoczony krzyk niebieskookiego. Ruszył w stronę łazienki. - Czeka cię kara. 
- Co !? - Wydarł się i zaczął machać nogami. - Za co !? 
- Za kąpanie się beze mnie. - Przytrzymał jego nogi i pokręcił wesoło głową, wszedł z nim do łazienki. 
- Sasuke w tej chwili mnie postaw ! - Krzyknął cicho się śmiejąc. - To wcale nie jest zabawne !
- To dlaczego się śmiejesz, Młotku ? - Prychnął, spojrzał na wannę napełnioną wodą. Wzruszył lekko ramionami i bez zastanowienia wrzucił go do wanny.



Rozdział XVII

… Pein…
Gdzie ona jest? Kurwa zniknęła! Nikt z jej klasy nic nie wie, Tsunade nie powie. Jestem w ciemnej dupie. Lekcje skończyły się dwie godziny temu. Przyjechaliśmy do domu. Prawie wszyscy. Łasica został wezwany do dyrektorki i od tego momentu go nie widzieliśmy. Samochód, którym zawiózł Sakure do szkoły wciąż jest na parkingu za instytucją. Nie wiem co mam zrobić. Dzwonić po policje? Czy może po wojsko? Albo najlepiej włamać się do szkolnych kamer i obejrzeć kiedy i z kim wyszła z budynku! Pein jesteś geniuszem!
-Te.. Brat… ogarnij.- gdzieś za sobą usłyszałem głos Sasoriego. Podziwiam jego spokój i zaufanie jakim darzy Małą. Heh… gdyby to usłyszała pewnie byłbym w drodze na OIOM. 
- Człowieku, siostra nam znika w szkole, do której my też chodzimy. Zauważamy jej nieobecność po zajęciach. Nie wiemy gdzie jest, z kim i co robi! Jak ja niby mam być spokojny! – może nigdy nie byłem typem opiekuńczo kochającego brata, ale teraz takim będę!
- Słuchaj ta drobna, niska istotka w gruncie rzeczy mogłaby nas wszystkich zabić na 100 sposobów i to bez skrupułów. To chodząca morderczyni czekająca na pretekst by zabić. To, że my żyjemy nie oznacza, iż jutro też będziemy! – nie powiem, zdziwiłem się. Mój młodszy brat boi się Sakury! Własnej siostry! Ten który się z nią bawił najwięcej teraz na samą myśl o niej sra w gacie! Ludzie!
- Boisz się jej. Wiesz to trochę śmieszne. Miała tyle okazji by nas zabić, zatruć czy coś w ten deseń, a jednak nic takiego nie zrobiła.- oznajmiłem, po czym znów zacząłem się zastanawiać co tu zrobić, by mieć jakiś kontakt z Sakurą. Poczułem szarpnięcie. Kisame z miną wszechwiedzącego sensaia prowadził mnie na kanapę w salonie, gdzie wszyscy siedzieli. Popchnął mnie na mebel i włożył do ręki buteleczkę sake.
- Wyluzuj, to duża dziewczynka. – powiedział i usiadł naprzeciwko mnie. Już otwierałem usta by zaprzeczyć i zacząć się kłócić o swoją rację, kiedy Hidan wstał.
-Komu jeszcze jedno sake? – spytał się wszyscy po za mną pokiwali głowami. Zboczeniec poszedł do piwnicy po alkohol, a ja wróciłem do Kisame. Moje usta zaczęły się otwierać, gdy Rybka rzekł:
- Łasica w liście od ich Senseia miał rozkaz opieki nad nią...



Rozdział XXXIII Akasuna no Sasori

Uśmiechnęłam się niepewnie i chwyciłam za jeden ze skalpeli leżących na stoliku obok. Ponownie odetchnęłam głęboko i przyłożyłam go do ciała Hanami. [...]
- Więc po co tutaj ten cały Yoshito? – spytał po chwili, przerywając moje rozważania i uważnie przypatrując się na moją butelkę sake, jakby z obawą.
- To akurat mój drogi jest bardzo proste. Żeby nikt inny go nie miał – rzuciłem. [...]
- Sasori no Danna oficjalnie zginął. Widziałem jego martwy rdzeń – rzucił – Pain posłał mnie bym sprawdził tą informację i zabrał pierścień. Okazała się jak najbardziej prawdziwa – dodał.[...]
- Jest już nas coraz mniej – rzuciłem, bawiąc się pustym kieliszkiem sake – Kisame, Suigetsu, Karin i Juugo – wszyscy padli. ANBU są coraz agresywniejsi, kto by przypuszczał – dodałem.[...]
- Więc zrobimy to razem – mówi – Ja idę na śmierć, by uwolnić się z jego więzów, ty nie dopuść do tego. Chroń go, chroń ją – dodaje – Jest twoją córką chrzestną. [...]
- Otwórz oczy – poleciłam, jednak Hanami nic nie zrobiła – No zrób to - warknęłam.
Zauważyłam jak jej powieki lekko drgają, lecz nie uchyliły się.[...]
Wzięłam głęboki oddech i powoli otworzyłam oczy.
Przerażenie… 



Rozdział CXXXII Curry

Stali tak przez chwilę w milczeniu.Odnosiła wrażenie,że nogi zaraz odmówią jej posłuszeństwa.Był blisko.Bardzo blisko.Czuła na skórze karku jego ciepły,równomierny oddech.Nachylił się jeszcze bardziej,opierając swoją głowę na jej.
-Jesteś strasznie uparta jak na takiego karzełka.
-Kogo nazywasz karzełkiem!?
-Ooo....bojowe nastawienie wróciło.
-T-To nic, idź.Przeszkadzasz mi w gotowaniu.
Przytulił ją mocniej,całując ją w czubek głowy.
-Nie chcę.
-To nie jest kwestia czy tego chcesz czy nie.Przeszkadzasz mi.
-Nie odejdę,bo naprawdę za Tobą tęskniłem.Nie widziałem Cię cały dzień.
Zamilkła.Nie mogła wykrztusić ani jednego słowa. Jej uszy jak i policzki płonęły.Czuła bijące od nich ciepło.Wymamrotała coś cicho pod nosem.
-Hm? Mówiłaś coś?
Nachylił się, szeptając wprost do jej ucha.
-A Ty za mną tęskniłaś? 
Złapał za jej obie dłonie,przyciskając je do jej piersi.Mimowolnie odwróciła się w jego stronę.Zmrużyła oczy.
-S-Sasuke...



Rozdział XIV

- Yo. – Usłyszała we własnej podświadomości, potworny, niski głos. – Dawno mnie nie karmiłaś.
Las przed nią zalał się czerwienią i w jednej chwili zrozumiała. To nie żaden intruz przejął panowanie nad jej ciałem. To ona. Potwór w niej siedzący – jej żądza mordu. I właśnie domagał się krwi.
- I krzyków rozpaczy niewinnych ofiar. – Dopowiedział głos.
- Czy to musi tak boleć? – Wymamrotała, wijąc się w spazmach bólu na ściółce leśnej. Wbiła paznokcie w skórę głowy, a z jej gardła wydobył się agoniczny jęk
- To zależy od ciebie. Od nas. Jesteśmy jednością. Właściwie to mnie nawet nie powinno być, sama mnie stworzyłaś, żeby jakoś odgrodzić się od tego szaleństwa.



Rozdział V

Wtedy stało się coś dziwnego. Sasuke czuł, że zaczyna odpływać. Pytania wciąż mu zadawane stawały się coraz cichsze, stłumione przez dźwięk w jego uszach. Przymknął oczy, które szczypały od brudnej krwi, która płynęła z łuku brwiowego. Zdawało mu się, że kręci się na karuzeli i było to całkiem przyjemne, bo ból słabł i kopnięcia nie miały już takiej siły. Zdawało mu się, że nie leży na ziemi, a wisi w powietrzu nad wielką przepaścią, która ma stać się jego grobem. Spod półprzymkniętych powiek patrzył w oczy śmierci, która chciała zabrać go, łapiąc się jego zmęczenia, złamań i niezdrowej bladości. Zawsze uważał się za czło... Zawsze uważał się za wojownika silnego, który nie ulegnie byle komu i nie padnie trupem od zwykłego przesłuchania. Teraz czuł, jak bardzo się mylił. Cisza piszczała wręcz w jego uszach, które odrzucały większość dźwięków. Stało się spokojnie. Stało się cicho. Pytania mu zadawane ucichły.



Rozdział X

Pierwsze pięć kilometrów szło się całkiem nieźle, natomiast później było tylko coraz gorzej. Nogi bolały, zrobiły mi się odciski. Kości biodrowe posiniaczone. Dopiero po jakiś siedmiu kilometrach zrobiliśmy przystanek w schronisku na jedzenie i picie. Weszliśmy do środka. Każdy zachwycał się stolikami przy których można było usiąść oraz oczywiście ciepłem. Wszyscy zdjęli buty, aby nogi mogły trochę odpocząć. Pampampam....przeróżne maści szły w ruch. Wszystkich coś bolało, wszyscy na coś narzekali. Takie są złe strony chodzenia po górach, jednak, gdy patrzy się na te wszystkie widoki...mówisz sobie "wszedłem tu o własnych siłach"...Tego uczucia nie da się opisać. Coś wspaniałego. Byłem z siebie dumny i postanowiłem nie poddawać się, iść dalej. Przypomniała mi się pewna książka. Stephen King "Wielki Marsz". Doszedłem do wniosku, że taka "przechadzka" na jaką się wybraliśmy to nic w porównaniu do morderczego marszu. To, że trochę bolą mnie nogi to nic w porównaniu do ludzi którzy idą bo chcą żyć i nie mogą nawet na chwilę stanąć, chociażby zawiązać buty.
Znalazłem zasięg (nie pytajcie jak mi się to udało). Zadzwoniłem do brata, z którym bardzo dawno nie gadałem, a później do Sakury. Tęskniłem za nią. Mówiła, że idzie dzisiaj do kina. Haha, szczęściara. Ja to raczej do kina w najbliższym czasie nie pójdę. Słowo "pójdę"...Mam już serdecznie jego dość.



Rozdział II

Wyszedłem z kamienicy na ulicę Osborn Street. Było już po dwudziestej pierwszej, więc na dworze było ciemno. Postanowiłem zrobić sobie mały spacer. Skręciłem w ulicę Whitechapel Road, po czym w Commercial Road East. Nagle ktoś na mnie wpadł. Spojrzałem w pełne smutku, szmaragdowe oczy. Obejrzałem się za siebie, lecz jedyne, co zobaczyłem to kosmyki różowych włosów i skrawek czerwonej sukni, znikającej za rogiem budynku. Cóż za zbieg okoliczności. – zaśmiałem się niemrawo w myślach.



Test sprawdzający

- Boisz się prawdziwej walki, czy jak? - powiedziała lekceważącym tonem.
- Nie lekceważ mojej sztuki! - kolejne oburzenie blondyna.
Już wiedziała gdzie jest. Katem oka zauważyła nawet jego blond czuprynę. W mgnieniu oka znalazła się przy drzewie, na którym siedział blondyn i dotknęła jego kory. Drzewo zatrzęsło się i po chwili zaczęło się rozsypywać. Skoczyła w tył, aby nie zostać przygniecionym. Kiedy pył opadł, zauważyła na przeciwko niej blondyna.
Zauważyła kilka jego dzieł lecących w jej stronę. Chłopak spojrzał na nią zwycięsko. Sparaliżowało ja. Po raz pierwszy nie odskoczyła. Nie miała już czas. Wyzwoliła całą swoją energię z nadzieja, że się uda...
- Katsu!
Nastąpiła wielka eksplozja. Deidara zaczął się przygotowywać na atak ze strony dziewczyny, ale nic nie nadchodziło. Spojrzał na swoją sztukę, jednak pył jeszcze nie opadł i nic nie można było ujrzeć. Widział, że tam została, ale chyba jej nie...
- Mówiłam ci już, że twoja sztuka jest beznadziejna? - usłyszał za sobą ochrypły i słaby głos.
Po chwili poczuł ukłucie w plecach. Chciał odskoczyć, ale nie potrafił ruszyć nogami. Czuł jakby ktoś zalał je betonem i za nic nie dało ich ruszyć. Zauważył, że tylko jego nogi zostały sparaliżowane.
- Co ty do cholery zrobiłaś? - zapytał zdenerwowany.
- Akupunktura może służyć nie tylko do leczenia. - powiedziała.



Rozdział XIV

(...) -Nie mam czasu na cieszenie się z twojego powrotu. – Zaczęła Ino. Były same w pokoju. – Wiesz, co ty wczoraj powiedziałaś Sasuke?
Spojrzała na nią wyczekująco, ona tylko potrząsnęła ramionami, na znak, że nie.
-Że chcesz z nim być, że go kochać. Jeszcze zaakcentowałaś to słowami, że w końcu możesz to powiedzieć.
Sakura zrobiła wielkie oczy i spojrzała na Ino nie dowierzając.
-Tak. I jeśli to jest prawda, a jest. To idź do niego i powiedz, że nie żartowałaś. – Powiedziała uśmiechając się triumfalnie.
Nie widząc żeby ruszała się z łóżka, znowu zaczęła mówić.
-Jesteś umyta i ubrana, a ja cię spakuje. Już! Wyłaź z tego pokoju! – Wypchnęła ją z pokoju i zamknęła za nią drzwi na klucz.
Sakura spojrzała na drzwi, wiedząc, że są zamknięte powędrowała do pokoju chłopaków. Zapukała i od razu weszła. Spojrzała na nich wszystkich.
-Mogę zostać sama z Sasuke? – Zapytała spokojnie.
Widząc, że się nie ruszają. Westchnęła i zrobiła groźną minę, która nie oznaczała nic dobrego. Chłopaki jak oparzeniu ominęli ją i wyszli z pokoju. Sasuke stał naprzeciwko jej z zamyśloną miną. Sakura stała i nie mogła nic z siebie wydusić. W końcu zrozumiała, że go kocha, ale jak powiedzieć Sasuke Uchiha, że go kocha? Po tamtych proszkach było lepiej, nie wiedziała, co robi i mówiła, co chciała. Czarnowłosy robił się coraz bardziej niecierpliwy.
-Więc, co chciałaś? – Zapytał o dziwo spokojnie.
-Bo to, co wczoraj powiedziałam… - nie dokończyła, bo wciął jej się w zdanie.
-Spoko zapomnę o tym.
-Ale. Nie przerywaj mi. To była prawda. Ja cię ko... ko…- ~Dlaczego to takie trudne~ - Pomyślała. – Kocham cię Sasuke i chce z tobą byś. – Powiedziała to z zamkniętymi oczami.
Stała tak nie otwierając oczu, po chwili pomyślała, że lepiej żeby poszła, bo jeszcze gorzej się wkurzy. (...)



Rozdział II

Lekcje wreszcie się skończyły. Szłam razem z Hinatą i Ino na boisko.
- Jejku, dopiero pierwsza lekcja chemii, a za tydzień już kartkówka. Jak ja nienawidzę Orochimaru! – jęknęła blondynka.
- Daj spokój Ino, przecież wiesz jak jest. On nigdy nam nie odpuści. – powiedziała spokojnie grantowo włosa. Zajrzałam do swojej torby, brakowało mi jednej rzeczy.
- Sorka dziewczyny. Zapomniałam spakować z powrotem jednej książki. Idźcie na boisko, a ja wrócę do szkoły. Jak znajdę to przyjdę od razu.
- Nie ma sprawy. Będziemy czekać. – powiedziała Ino.
Odwróciłam się na pięcie i skierowałam swe kroki w kierunku budynku. Nagle wpadł ktoś na mnie. Zakończyło się to spotkaniem z twardym chodnikiem.
- Uważaj jak łazisz idioto! – krzyknęłam wkurzona, podnosząc się z ziemi i masując obolałe pośladki. Podniosłam wzrok do góry i zobaczyłam sprawcę tego wypadku. Zamroziło mnie na chwilę, głos mi uwiązł w gardle. Potrząsnęłam głową, nie mogłam w to uwierzyć.
- Sakura?
Jego głos odbijał się echem w mojej głowie.



Rozdział XIII

- Kamai, pobili Deidarę! - krzyknęła przeraźliwie dziewczyna.
Słychać było jej ciężki oddech i szybkie tupanie nogami. Najprawdopodobniej biegła.
- Jak to pobili? - zapytała zdziwiona, niedowierzając w słowa różowowłosej.
Gaara od razu wstał z łóżka i podszedł bliżej do dziewczyny, aby usłyszeć trochę rozmowy. 
- Normalnie kurwa! Idź na Kiato, na piatą aleje, ja już tam biegnę. - wytłumaczyła i się rozłączyła.
Brunetka stała w osłupieniu i patrzyła na Gaarę. Ten zmarszczył brwi.
- Co się stało na Kiato? - zapytał zimno. 
Dziewczyna przełknęła ślinę i spojrzała pustym wzrokiem w oczy chłopaka.
- Pobili Deidarę. - powiedziała beznamiętnym tonem.
Czerwonowłosy jak oparzony wyminął dziewczynę i skierował się na korytarz. Zaczął pośpiesznie zakładać buty.
- Musze tam iść. - oznajmił nie patrząc na dziewczynę.
- Też idę. - brunetka w końcu obudziła się i podbiegła do chłopaka.
Nagle na korytarzu pojawiła się Niko, która podsłuchiwała całą rozmowę.
- Kamai miałaś mnie pilnować. - rzekła oburzona.
- Dokładnie. - przytaknął Gaara, kiedy założył już buty.
- Nie mogę zostawić Tayuyi samej! - krzyknęła na chłopaka.
- Co się stało? - zapytała zaciekawiona dziewczynka.



Rozdział VI Odpowiednia dziewczyna

Wróciwszy do domu, nawet w najgorszych snach nie spodziewał się zastać tego, co zastał. Już karmelowe botki zostawione w korytarzu powinny dać mu do zrozumienia, że najmądrzejszą rzeczą dla niego byłaby natychmiastowa ucieczka. Gaara był głupi, że nie posłuchał tego cichego głosu rozsądku i ignorując go, polazł do kuchni. 
W której siedzieli wszyscy członkowie jego rodziny i Arisu. Razem. W milczeniu. Przy solidnych kubkach herbaty… 
Być może kto inny zachowałby się w sposób zgoła odmienny od Gaary. Może kto inny udałby, że wszystko jest w jak najlepszym porządku i zdezerterowałby, nim ktokolwiek zdołałby się odezwać. Ale to był on, a jego pierwszą, chociaż tez i mało inteligentną reakcją było uszczypanie się z niemym błaganiem na ustach: „niech to będzie tylko sen!”. Co gorsza… Arisu wyglądała na równie zmieszaną, co on. 
– Cześć… – palnął w jej kierunku Gaara, nie bardzo wiedząc co dalej w tym fantem zrobić. 
– Cześć… – odpowiedziała mu dziewczyna, najwyraźniej pragnąca wyrwać się z tego domowego, rodzinnego piekiełka. Zaraz ją stamtąd wyrwie… 
W tym momencie go olśniło. Cholera jasna, przecież to ona naszła jego dom, chociaż wcale się ze sobą umawiali i to ona wpakowała się z tymi swoimi eleganckimi butami w jego życie, chociaż wcale tego nie chciał! Z jakiej przyczyny ma jej pomagać, skoro najwyraźniej ona sama ma niezwykły dar, być może jeszcze większy niż ten jego, do pakowania się w kłopoty?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz