Nowe rozdziały

Rozdział XXXI Już wszystko dobrze

Narrator
Obudziła się zalana potem, ciężko dysząc. Uniosła się na rękach z posłania, powstrzymując łzy. Ucieszyła się, że to tylko sen. Choć bardzo realistyczny, nadal tylko sen. Nic jej nie groziło i organizacji też.
W samej pidżamie wybiegła z pokoju, kierując się do gabinetu Peina. Pod samymi drzwiami zwolniła gwałtownie, nie chcąc przed nim zniszczyć wizerunku twardej i nieugiętej kobiety. Pracowała na to długo, wylała mnóstwo łez w samotności, byle tylko przed nim nie płakać. Tylko w niej miał oparcie i tylko na nią mógł liczyć.
Bez pukania weszła do gabinetu, gdzie od razu rzuciło jej się w oczy ciało Peina na krześle. Serce zaczęło jej bić szybciej, pognała do ukrytego pomieszczenia z papieru, gdzie ukryte było ciało Nagato. Zwisało nieżywe z urządzenia podtrzymującego go przy życiu. Nie było na nim żadnych śladów napaści. Konan jęknęła głucho, poczuła jak zbierają się w



Rozdział XXIII

Zatrzymałem się i zacząłem nasłuchiwać. Prócz zwykłych odgłosów lasu nic nie zwróciło mojej uwagi. Problemem było po prostu zbliżające się do mnie źródło chakry, skądś mi znanej, ale i tak, stanąłem w pozycji obronnej. Usłyszałem coś na wschodzie, po czym natychmiast odrzuciłem w tym kierunku kunai. Nie trafiłem oczywiście...
Cholera... Przeciwnik ukrył chakrę. Zawsze muszę na kogoś trafiać? Miałem walczyć dopiero za kilka godzin. Boże, marudzę jak baba...
Szrrrr... Coś nagle pojawiło się za mną, ale od razu zniknęło. Poczułem znajomy zapach fiołków, a do tego, tak mnie to otumaniło, że nawet nie wiedziałem, kiedy zaatakować. Stałem ogłupiały, jak słup soli, czekając na kolejny atak, który, nie nastąpił? Okręciłem się dookoła własnej osi, ale nadal nic. Jestem aż tak żałosny, że zaczynam podejrzewać swój własny cień? 
Oparłem się o pień drzewa, nie wiedząc, co dalej, gdy pół metra ode mnie, nagle pojawiła się Kin i bez jakiegokolwiek słowa przywitania, pocałowała mnie.



Rozdział V Życie w każdej chwili szykuje nam niespodzianki... 

Generalnie wydaje nam się, że żyjemy w takowej monotonii. Dzień zaczyna się wraz ze wschodem słońca, a kończy kiedy zachodzi. Niebo usłane jest wtedy miliardami małych, świecących punkcików- zwanych gwiazdami. Towarzyszy im Księżyc oświetlając ciemność daje do zrozumienia, że czas odpocząć. 
" Ilekroć patrzę na Ciebie, mój Księżycu, nie mogę się pohamować by uświadomić Ci jaki jesteś piękny. " 
Te słowa jak huragan wpadały do wnętrza jej ciała, wypełniając całkowicie jej serce. Zachwycała się... tak zachwycała. I wciąż, i wciąż, i wciąż. Nie spała, a blask srebrzystej tarczy Księżyca odbijał się w jej szmaragdowych oczach, ale... jak się tu znalazła? Będąc w ciemnym pokoju bez żadnych okien nie mogła ujrzeć piękna nocy... pełni, a jednak, przed oczami nie widziała nic innego tylko noc w całej swojej okazałości. Do jej uszu napływała przepiękna symfonia lasu. Konik polny, świerszcz, wiatr, idealne połączenie, harmonizujące ze sobą, w każdej następnej sekundzie owego koncertu. 
Wracając, jak się tu znalazła? To proste, wszyła z kryjówki nikomu nie mówiąc ani słowa o tym co zamierza zrobić. Bo po co miałaby wspominać o tym? Przecież nie planuje uciec, czy coś takiego. Po prostu tak bardzo przyzwyczaiła się zasypiać w objęciach pana nocy, że w innym wypadku o śnie nie ma nawet mowy. Reasumując znalazła się tu szukając światła. 
" Bo tylko ono pokaże mi prawdziwą drogę do szczęścia. "



Rozdział XXIX

Ale nie dane było mi skończyć. Osoba która była w moim pokoju spowodowała kulę w gardle. Nie mogłam sobie nawet wyobrazić, że tu, nawet wśród Akatsuki, On nie da mi żyć ... Patrzenie na niego powodowało że miałam ochotę albo zwiać albo stać się nie widzialną ....
- Sakebi ... Jestem tobą rozczarowany ... Nie dostałem od ciebie od dłuższego czasu żadnej ofiary. Wiesz że nie toleruję takich rzeczy 
- Rozumiem - odpowiedziałam cicho nie ruszając się z miejsca. - Jednakże, ja ... byłam zajęta .... czymś innym ...
- Jestem po prostu ciekaw, co cię odciągnęło od twoich obowiązków wobec mnie
- Porwano ... moją przyjaciółkę ...- na chwilę musiałam przerwać gdyż zaschło mi w gardle - Więc ... każda chwila była dla mnie ważna
- Chodzi ci o tą blondynę Kyoko ?? Czyż nie?
- T ... tak
- Przez tą dziewuchę, zapominasz co powinno być dla ciebie najważniejsze Sakebi. Uważam iż zabicie jej przywróci ci dawny pion ...
****
- Czego jeszcze chcesz ?
- Ostrzec cię Uchiha. Jeśli wygadasz się o tym co widziałeś gorzko tego pożałujesz
- Niby ....
Ale nie dałam mu skończyć, wykopem dałam go na hol. Zamknęłam drzwi i tylko czekałam na jego reakcję.
***
Może tu, wśród morderców będzie mi lepiej niż u ANBU ?? Może oni nie są tacy źli ?
*Nawet nie masz pojęcia jak się mylisz ....*
Nie wiadomo skąd w mojej głowie pojawił się jakiś dziwny głos. Obejrzałam się na Tobiego, i przez chwilę mi się zdawało że zauważyłam czerwony blask ... 



Rozdział II Kim jesteś? 

- Naszczęście Neji zjawił się w ostatniej chwili. - dodał, a na kąciki jego ust, uniosły się ku górze. Naruto, chodził z Hinatą od niedawna. Jego przyjaciele, zaczeli się już nawet zakładać o to, kiedy on się wreszczcie skapnie, że Hyuga darzy go szczególnym uczuciem. Zabrało mu to dość dużo czasu, bo aż 3 lata. Tak granatowowłosa, zakochała się w nim na początku roku szkolnego w gimnazjum. A że przyjaźniła się blisko z Kibą, i Neji był jej kuzynem spędzała bardzo dużo czasu z nad pobudliwym blondynem. Kiedy, była tylko o nim mowa, odezwał się do niej lub był w jej pobliżu białooka robiła się czerwona jak burak. Wszyscy, prócz Naruto to zauważyli. No, ale Uzumaki to taki wyjątek od reguły. Dopiero, kiedy dostał porzadnego kopa, od przyjaciela to zrozumiał, co tak naprawde do niej czuje. Niestety, wywołało to nie zamierzone skutki. Inuzuka, chcąc uswiadomić blondyna w jego uczuciach, zaczął zarywać do Hinaty. A kiedy niebieskooki zobaczył ich całujących się, nie wytrzymał i przyłożył przyjacielowi. Co dla Kiby skończyło się śliwą pod okiem, rozbitą wargą, złamaną ręką i obolałym nosem. Nikt, nawet sam Naruto nie wiedzieli, że może mieć tyle siły, nie tyle fizycznej a woli, żeby uderzyć przyjaciela. Nie dość, że na oczach szkoły to jeszcze tak doszczetnie. Kiba, nie miał mu tego za złe, spodziewał się, że może się zdenerwować. Ba, on liczył na taką reakcje. To go, utwierdziło w fakcie, że Naruto naprawde zależy na jego przyjaciółce. Jednak, nie przypuszczał, że może użyć rękoczynów w stosunku do niego. Ale mimo, że po tym cała twarz go bolała i rekę miał zlamaną, to w sumie się cieszył z takiego obrotu sprawy. Był jednak jeszcze jeden nie przewidziany, incydent. Od tego czasu Uzumaki, omijał przyjaciela szerokim łukiem, zresztą do Hinaty też się nie odzywał. Wszystko zmieniły wakacje w Hiszpani. Reszta, znajomych zaciągła całą trójkę, - nie informując ich przy tym - na wspólne atrakcje. Nie obyło się od kłótni, a nawet raz o mało co nie zaczeli się bić. Naszczescie, w pobliżu byli ich znajomi. Ten czas nad oceanem dał Naruto do myślenia. Ośmielil się poprosić Hinate o chodzenie. A on i Kiba pogodzili się pochłaniając dwie butelki alkocholu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz