Nowe rozdziały

Rozdział VII

- Nie płacz, Konan – powiedział Yahiko, kiedy zauważył, że dziewczyna cicho szlocha, z pewnością chcąc to przed nimi ukryć. – Tak jest najłatwiej, oberwać po tyłku i ryczeć – mówił, patrząc na zniszczoną wioskę, od której Nagato i dziewczyna odwracali wzrok. – Tylko że to nic nie da. Niczego to nie zmienia. Podobnie jak deszcz, który ciągle leje. Ale jednak zmienię to państwo! – krzyknął, jakby chcąc, żeby cały wiat go usłyszał. – Żeby tego dokonać, potrzebna jest siła, słowa nie wystarczą. [...] Nauczymy się ninjutsu!
[...]
- To jak, do piachu z nimi? – zapytał z miejsca czarnowłosy mężczyzna. [...] - - Widziałem już wiele sierot wojennych – tłumaczył czarnowłosy swoim towarzyszom, którzy zwrócili kuniemu wzrok, przy czym całkowicie ignorował ich, dzieci – los, jaki był ich udziałem, straszny los. Lepiej dla nich, jeśli to my położymy kres tej żałosnej egzystencji. 


Rozdział 4 Spokój panujący w wiosce przerwał głośny pisk Natsume

Mimo wszystko nie mogłem się powstrzymać i zerknąłem na nią jeszcze raz. Była ubrana w bardzo cieniutką, jedwabną i białą piżamkę na szeleczkach, która u góry i na dole była ozdobiona koronkami. Była na tyle krótka, że widać było jej zgrabne nóżki, a dekolt wystarczająco wcięty bo wystarczyło tylko troszkę podnieść głowę aby... 


Rozdział XVII Zemsta

Ale to była ich wina. Miyoshi to była tylko i wyłącznie ich wina. Nigdy nie rozmawiali o jej zemście, nigdy nie poruszyli tego tematu. Wiedzieli o nim, wiedzieli, że jest, ale woleli ignorować, woleli odkładać w czasie, woleli przeczekać aż minie. Ale u Uchihów nie mija, u nich nic nie mija, oni zawsze doprowadzając sprawy do końca. Gdyby zareagowali, gdyby poruszyli temat, gdyby zrobili coś innego, prócz obchodzenia i ignorowania tematu… Może by… Może jeszcze by była…
- To źle, gdy ktoś taki jak ty, Naruto, traci nadzieję.
Drgnął, wyrywając się z myśli, gdy odezwał się spokojny głos Shikamaru. Nara poklepał go po ramieniu wstając i odszedł.
Shikamaru ma rację, to źle wieszczy. Ale to Naruto już wiedział…
*
Zbliżała się. O tak, czuła, jak z każdym krokiem jest coraz bliżej, jak z każdym oddechem rośnie w niej dzika, pierwotna radość płynąca z osiągniętego celu. Niemal czuła jak jej własna chakra faluje niespokojnie w oczekiwaniu, jak jej skóra cierpnie, czując aurę innej, potężnej siły, która ciągnęła ją do siebie niczym światło, które przyciąga do siebie ćmy. Ale ona nie była ćmą. Ona się nie spali, ona dobrze wie, co czeka przed nią. 


Rozdział XII

Zapadła między nami długa cisza. Nie wiem dlaczego się tu znalazła i szczerze przyznam mało mnie to obchodzi. Ona jednak nie dała za wygraną.
- Chcesz zamieszkać ze mną i moimi rodzicami? – na słowo rodzice coś mnie ukuło w sercu. No tak, w końcu nie powinnam się dziwić, ona ma jeszcze normalną rodzinę. Chciałabym być sama, ale wiem, że jeśli się nie zgodzę trafię do domu dziecka, a potem nie daj Boże do rodziny zastępczej. Chyba lepiej już, jeżeli będę mieszkała z Sakurą. Wyjdzie mi to na dobre, tylko nie wiem jak wytrzymam z dziewczyną, która mogłaby zarabiać jako katarynka. Serce chce uciec, ale rozum nakazuje zostać.
- Tak – to słowo zadecydowało o mojej najbliższej przyszłości. 


Utracone wspomnienia

Z twoich oczu płyną łzy, kiedy widzisz, jak się stacza. Kiedy to złoto, wszystko co posiadasz, zamienia się w popiół, na twoich oczach. Traci swój blask, swoje światło. Dla wszystkich dookoła staje się zwykłym brudem, jednak dla ciebie, wciąż jest drogocenny, niczym najrzadsze kryształy.
Jego przyjaźń, była dla ciebie najjaśniejszym blaskiem, piękniejszym od słońca.
Zamknięty głęboko w pustym skarbcu, otaczany przez ściany samotności i bólu. 


Rozdział XIX

Życie mi się wali. Zadowolona?! A jakże. Zrobię z tobą to samo, co z twoją głupią matką. Matką, matką, matką, upadłam na kolana na środku ślepej jak się okazało uliczki. Co jej zrobiłaś?! Gdzie ona jest?! Chciałabyś wiedzieć prawda? Mam taki dobry humor, że nawet Ci powiem, ale nie wszystko oczywiście, miałabyś za dobrze. Kojarzysz może przyjaciółkę swojej matki? Były nierozłączne, tak jak ty i Sheeiren, z tego co się orientuję, prawda? W ten dzień, gdy ojciec zginął, a matkę porwano też się spotkały. Można powiedzieć, że było tak jak zwykle, z jednym małym wyjątkiem. Dusza Wairi znajdowała się w kompletnie innym miejscu. To ja rozmawiałam z twoją głupią i naiwną matką. Niczego się nie domyślała. Dzięki tej rozmowie wiedziałam, że wszystko pójdzie zgodnie z planem. 


Rozdział VII Gra o Itachiego

Nic od ciebie nie chce, Itachi z wyjątkiem…z wyjątkiem prawdy. – spojrzała na niego pełna nadziei, iż ukoi jej ból. – To brzmi irracjonalnie, wiem, zastanawiasz się co mi się stało, sama nie potrafię tego wytłumaczyć. Proszę cię tylko o jedno, błagam cię Itachi… pokaż mi co naprawdę zdarzyło się tamtej nocy.
Zaskoczyła go szczerością, która była zdecydowanie czymś nowym w ich relacjach. Nawet nie samą szczerością, a bezpośredniością tej szczerości. Juno odkryła przed nim fragment swojej duszy. Przyznał przed sobą, że zasługuje na prawdę,choćby przez odwagą, jaką się właśnie wykazała.
- Jak sobie życzysz.
Obdarzyła go szerokim uśmiechem, a twarz wyrażała już tylko ulgę. Nagle pojawiło się na niej napięcie w oczekiwaniu na ruch Itachiego. Juno ucieszyła się, gdyż opłaciło się zaufać czarnowłosemu, jednak rozweselił a się zbyt wcześnie, gdy jego czy pokrył szkarłat.
- Tsukuyomi.
Juno upadła na podłogę bezwładnie, gdy będąc w ciele małego Sasuke,przeżywała te same katusze, co on. Oczami młodego Uchihy widziała każdyszczegół, moment, a przede wszystkim czuła całe cierpienie przerażonego,niedowierzającego w to, co dzieje się dookoła chłopca. 



//Chociaż nowe rozdziały miały być publikowane tylko w niedziele, to tym razem robię wyjątek, gdyż były tam bardzo zaległe zgłoszenia. Pozdrawiam,

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz